top of page
  • Pinterest
  • Czarny LinkedIn Icon

Kiedy dostępność stała się miarą zaangażowania?

  • 22 lip
  • 2 minut(y) czytania

Zanim odpowiem na wiadomość, często najpierw odpowiadam sobie w głowie na zupełnie inne pytanie. Czy nie odpisuję już zbyt późno?

Jeszcze nic nie napisałam.

Nikt niczego ode mnie nie zażądał.

A jednak gdzieś we mnie zdążyło pojawić się poczucie, że jestem winna czyjegoś oczekiwania.

To trwa zaledwie chwilę.

Ale mam wrażenie, że właśnie w takich chwilach najlepiej widać, jak bardzo zmienił się świat.


Był czas, kiedy list podróżował przez tydzień i nikogo to nie dziwiło.

Potem pojawił się e-mail.

Odpowiedź mogła dotrzeć jeszcze tego samego dnia.

Telefon skrócił dystans jeszcze bardziej.

Komunikatory sprawiły, że odpowiedź stała się niemal natychmiastowa.

Zmieniły się narzędzia.

A wraz z nimi zaczęły zmieniać się nasze oczekiwania.

Nie wobec technologii.

Wobec siebie nawzajem.

Dzisiaj kilka godzin ciszy wystarczy, żeby w naszej głowie zaczęła pisać się opowieść.

Zignorowała mnie.

Nie zależy jej.

Jest nieprofesjonalna.

Rzadko przychodzi nam do głowy inna możliwość.

Że ktoś właśnie rozmawia z dzieckiem.

Że prowadzi ważne spotkanie.

Że czyta książkę.

Albo po prostu...

żyje.


Coraz częściej odnoszę wrażenie, że prawo do bycia przez chwilę nieobecnym stało się czymś, co trzeba usprawiedliwiać. Ale najbardziej zastanawia mnie coś jeszcze. Największa presja nie przychodzi już z zewnątrz. Nosimy ją w sobie. Nie potrzebujemy wiadomości z pytaniem:

"Dlaczego jeszcze nie odpisałaś?"

Nie potrzebujemy ponaglenia od klienta.

Ani przypomnienia od szefa.

Wystarczy własny niepokój.

To on przypomina:

"Powinnaś już odpowiedzieć."


Być może właśnie tak wygląda kultura, która przestaje narzucać tempo z zewnątrz.

I zaczyna mieszkać w człowieku. Coraz częściej myślę, że pomyliliśmy profesjonalizm z dostępnością. Zaangażowanie z natychmiastową reakcją. Bliskość z obecnością online.

A przecież odpowiedź wysłana szybko nie zawsze jest odpowiedzią uważną.


Są wiadomości, które powstają w kilka sekund.

I są takie, które potrzebują jednego wieczoru.

Jednego spaceru.

Jednej przespanej nocy.

Nie dlatego, że są trudniejsze.

Dlatego, że druga osoba zasługuje na coś więcej niż odruch.

Myślę, że największym luksusem przyszłości nie będzie cisza.

Będzie możliwość odpowiedzenia wtedy, kiedy naprawdę jest się gotowym.

Bez poczucia winy.

Bez tłumaczeń.

Bez konieczności udowadniania, że milczenie nie jest obojętnością.

Bo świadoma odpowiedź i szybka odpowiedź nie zawsze znaczą to samo.

Może więc wcale nie oczekujemy natychmiastowej reakcji.

Może oczekujemy czegoś znacznie głębszego.

Potwierdzenia, że jesteśmy dla kogoś ważni.

Jeśli tak jest, ten tekst nigdy nie był o komunikacji.

Jest o relacjach.

O tym, jak łatwo pomyliliśmy tempo z troską.

A dostępność z obecnością.

Bo obecność nie mierzy się czasem odpowiedzi.

Mierzy się jakością uwagi, którą potrafimy komuś ofiarować.


I być może właśnie tam zaczyna się człowieczeństwo.

Nie wtedy, gdy odpowiadamy najszybciej.

Ale wtedy, gdy potrafimy odpowiedzieć naprawdę.

 
 
 

Komentarze


© 2018 MELON BLANC | Venice | Warsaw

bottom of page