top of page
  • Pinterest
  • Czarny LinkedIn Icon

Kiedy projektuje człowiek, a kiedy algorytm?

  • 3 dni temu
  • 2 minut(y) czytania

Najdłużej nie zatrzymałam się przy prezentacji. Ani przy nowych rozwiązaniach dla architektów.

Zatrzymało mnie światło wpadające przez wysokie okna i odbijające się na sklepieniu. Później dłoń przesuwająca się po szczotkowanej stali baterii. Cisza pomiędzy kolejnymi wystąpieniami. Rozmowy o materiałach, które z pozoru dotyczą przedmiotów, a w rzeczywistości zawsze prowadzą do człowieka. Pomyślałam wtedy, że są rzeczy, których nie da się wygenerować. Można je tylko zauważyć.

Z wydarzenia organizowanego przez BOCCO róciłam z jednym pytaniem.

Kiedy właściwie projektuje człowiek, a kiedy algorytm?

Podczas spotkania wiele mówiło się o sztucznej inteligencji. Nie jako o futurystycznej ciekawostce ani zagrożeniu. Raczej jako o narzędziu, które coraz śmielej wkracza do procesu projektowego.

Ale być może najważniejsze pytanie nie brzmi już:


Czy AI zastąpi architektów?

Znacznie ciekawsze wydaje się inne.

Co stanie się z człowiekiem, jeśli pozwoli się wyręczyć z myślenia?


Technologia od zawsze obiecywała nam jedno — że będzie szybciej. Dziś po raz pierwszy zaczyna obiecywać również, że nie będziemy musieli myśleć.

I właśnie tutaj pojawia się pewien paradoks.

Im więcej oddajemy maszynom, tym większego znaczenia nabierają kompetencje, których nie da się wygenerować jednym poleceniem.

Uważność.

Intuicja.

Empatia.

Umiejętność prowadzenia rozmowy.

Odwaga, by zakwestionować pierwsze rozwiązanie.

To przecież z nich rodzi się dobra architektura.

Projekt nie zaczyna się od programu. Zaczyna się od człowieka.

Od zrozumienia jego sposobu życia, emocji i potrzeb.


AI może zaproponować tysiące układów funkcjonalnych. Nie wie jednak, dlaczego ktoś od dwudziestu lat siada codziennie przy tym samym oknie. Nie pamięta zapachu drewna po letnim deszczu. Nie zna światła, które o siódmej rano wpada do kuchni.


Bo przestrzeń to nie tylko funkcja.

To pamięć.

Relacje.

Codzienne rytuały.


Coraz częściej myślę, że największym luksusem przyszłości nie będzie dostęp do technologii.

Będzie nim zdolność pozostania uważnym wtedy, gdy wszystko wokół zachęca do skracania drogi.

W świecie, który nagradza szybkość, łatwo pomylić tempo z jakością. Tymczasem to, co naprawdę wartościowe, nadal wymaga czasu. Rozmowy. Obserwacji. Błędów. Zmiany zdania.

Paradoksalnie więc sztuczna inteligencja może okazać się nie tyle sprawdzianem technologii, ile sprawdzianem naszego człowieczeństwa.


Coraz częściej słyszymy, że kompetencją przyszłości będzie umiejętność korzystania z AI.

Być może.

Ja po tym spotkaniu wyniosłam inną refleksję.

Najbardziej niedocenianą kompetencją przyszłości pozostaje umiejętność uczenia się.

Bo tylko człowiek, który nie przestaje zadawać pytań, potrafi naprawdę coś zaprojektować.





 
 
 

Komentarze


© 2018 MELON BLANC | Venice | Warsaw

bottom of page